W I dzień Świąt Wielkanocnych po raz 171 odbyły się zgodnie z tradycją Szymborskie Przywołówki.
Dwa tygodnie przed Wielkanocą po raz pierwszy w Szymborzu rozlega się głos trąbki. Później codziennie aż do Wielkiej Soboty, rytuał się powtarza. Dla szymborskich kawalerów to znak, że powinni odwiedzić siedzibę Klubu Kawalerów, by uchronić się przed krytyką, a dziewczynę przed dyngusem. Ta tradycja w tym odbła się już po raz 171. Klub Kawalerów w składzie: Michał Gawroński - przwodniczący, Hubert Harenda, Paweł Małachowski, Łukasz Tabaczyński, Łukasz Niedźwiecki, Krzysztof Posadzy czekało w siedzibie klubu na młodzieńców, którzy zechcieli wykupić swoje panny. Termin wykupu mijał w sobotę o 22.00. Wtedy wszyscy kawalerowie zasiedli w Sztubie i przez całą noc spisywali księgę, z której treść została odczytana w wielkanocną niedzielę z postawionej specjalnie ambony. Młodzi szymborzanie, którzy nie wykupili siebie i swoich panien wysłuchali podczas przywołówki tylko krytyki. Łącznie w księdze znalazłosie 40 wpisów, w tym 11 krytyk. Michał Gawroński jest najstarszym kawalerem w klubie - 10 lat. W porównaniu do roku ubiegłego w klubie wymieniło się dwóch członków. Podczas imprezy można było wysłuchać występu zespołu ludowego Radojewiczanki oraz dzieci z SP nr 10. Dla spragnionych jadła czekały słodkie przysmaki oraz kocioł pełen żurku. Z roku na rok na Przywołówki przybawa coraz więcej ludzi. Jak to zawsze bywa, niektórzy mieszkańcy Szymborza nie są zadowoleni z kultywowanej tradycji, gdyż wytyka im się różnego rodzaju wady. Tutaj można obejrzeć fragment Przywołówek (1,3 MB, 42s.) Przykładowe krytyki: A tej drugiej Milenka na imię, potrzeba tam na nią niziurek wody Jestem chłopaczek ni duży ni mały , ale pijaczek zy mnie doskonały. W hurtowni fuchę kierowcy podłapałem i po okolicy butelki skupowałem. Przez tyn biznes butelkowy na łeb dostałem i na poparcie tradycji szymborski ni miałem. Boli me często ta moja głupia główka, bo na wesele nie pasuje mi gotówka. Moja przyszło teściowa do szkoły me wygnała bo za prostaka ze wsi mnie cała wieś uworzała. Jak w robocie nażrę się galaretek to szczom pod płotym jak sąsiada psinek nazywam się żelatynowy chłopiec. Jedna panna Moniczka, potrzeba tam na nią szambo wody Jestem nieszczęśliwe chłopisko, a na dodatek łyse niedorośnięte kawalerzysko. Ta moją łysinę tak się przejąłem, że wieczorami cichaczem pod sklepym browary smakuje. W Przyjezierzu ojca samochodym nawalony bohatyra zgrywołem i przez tyn alkohol rodzinną limuzynę rozbombałem. Matka jak się o tym dowiedziała, to do braszki za czarnego murzyna do roboty mnie wygnała. Ale braszka szybko mnie wyczaił i z tego marketu na zbity pysk me wywalił. Za porwana gyś z w Modusie robotę magazyniera podłapałem i lewe rachunki za garnitury kombinowałem. Przez tę porwaną kasę z moją starą papugą się rzadko spotykam bo inne panienki na boku brykam. Po tym fakcie z lafiryndami nic mi nie wychodzi bo mom na klacie zarost swiński, nazywam się łysy kurdupel, wódz debili
Zespół Radojewiczanki, Klub Kawalerów
Wykupione panny Ewa, Magda, Kasia oraz Bogusia
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze