Reklama

Wywiad z Wojciechem Kilarem

Wywiad ten miał miejsce po spotkaniu Wojciecha Kilara z uczniami i pedagogagmi Szkoły Muzycznej, 4 maja 2005 roku.

A.K. Udzielił Pan już z pewnością tysięcy wywiadów, wiadomo już o Panu bardzo wiele, wiemy już, że jest Pan bardzo zadowolony z wizyty w Inowrocławiu i z wczorajszego wykonania Pańskiej symfonii, ale mimo to chciałabym zadać Panu jeszcze kilka pytań. W jednym z wywiadów mówił Pan, że problemem jest skomponowanie utworu, który prowadziłby do dobra, miłości i piękna, a także radości. Czy to są właśnie te wartości, które stara się Pan w pierwszej kolejności wyrażać w swej twórczości? W.K. Tu trudno powiedzieć staram się. Ja sobie nie wyobrażam innej roli sztuki niż wyrażanie mojego stosunku do świata, do tego jaki powinien być świat, jacy powinni być ludzie. To wszystko streszcza się w tych słowach: dobro, miłość, piękno, także nie można sobie tego założyć, to trzeba się z tym urodzić. Nie wyobrażam sobie innego stosunku do sztuki jako środek komunikacji z drugim człowiekiem, moim zdaniem najdoskonalszy, najlepszy, lepszy niż słowa nawet – muzyka jest takim środkiem. Także w ogóle twórczość jest rozmową z drugim człowiekiem. A.K. Wśród utworów, które Pan skomponował bardzo charakterystyczne są odniesienia patriotyczne, religijne, a także umiłowanie folkloru podhalańskiego. Z tego co wiem, jest Pan również miłośnikiem literatury i teatru. Wiele spośród tych kompozycji wynikło z inspiracji jakimiś istotnymi wydarzeniami z dziejów Polski. Mam więc pytanie w związku z niedawną śmiercią Ojca Świętego, czy wybór Karola Wojtyły na Papieża, z którym Pan również miał okazję spotkać się w 1983 r. , cały przebieg Jego pontyfikatu miał Pana zdaniem jakiś wpływ na Pańską twórczość. W tym okresie powstał przecież „Exodus”, „Angelus”, „Orawa”... muzyka do filmu o Janie Pawle II „Z dalekiego kraju”? W.K. Ja mogę tylko powiedzieć, że myślę, że tak, tak jak na nas wszystkich. Mnie przyniósł osobiście największe wyróżnienie w życiu jakiego nigdy się nie mogłem spodziewać, mianowicie wykonanie mojej Mszy właśnie w Watykanie przed Ojcu Świętym i że tak powiem, ja jestem zwolniony od kłopotów odpowiedzi na pytanie, którą nagrodę w swoim życiu uważam za największą, dlatego, że rzeczywiście tą największą nagrodą było to, że Ojciec Święty poświęcił kilka godzin swojego życia, żeby wysłuchać właśnie w 2001 roku mojej „Missa pro pace” oraz nie tylko, że wygłosił piękne słowa po wykonaniu tej mszy, ale jeszcze odznaczył mnie największym orderem jaki może człowiek taki jak ja otrzymać, mianowicie prywatnym listem z odręcznym podpisem Jego ( już takie troszeczkę krzywe te literki, już takie troszkę łączące się jakby ze sobą) Także ja osobiście zawdzięczam Mu te najszczęśliwsze chwile, ja i moja żona, bo byliśmy wtedy w Watykanie oboje. Natomiast niewątpliwie Jego pontyfikat wpłynął nie tylko na mnie, ale na wszystkich chyba Polaków, że co by się o nas nie mówiło, nie zawsze dobrego, nie zawsze pozytywnego, pewno słusznie, to jednak ja wierzę, że ten pontyfikat gdzieś tam zapadł. To był pontyfikat tak wspaniały, tak długi i tak monumentalny, że powiedzmy nawet z jakiś takich powodów, może niekoniecznie głębokiej wiary, choć i w to wierzę, ale chociażby z dumy, że mieliśmy tego największego Polaka wszechczasów (taka jest prawda) spowoduje, że jednak będziemy trochę lepszymi. Tak się zresztą złożyło właśnie, że ja w tych momentach odchodzenia Ojca Świętego, tuż po jego śmierci, to był taki okres, kiedy ja zaczynałem, próbowałem zacząć utwór, nie związany z żadnymi jakimiś treściami religijnymi i ta atmosfera, takiego napięcia emocjonalnego, takiego nakierowania się wyłącznie na duchowość, spowodowała, że coś czego nie mogłem przez dwa miesiące dosłownie przewalczyć, pewien taki problem muzyczny – po prostu nie mogłem zacząć tej symfonii – jakoś nagle zacząłem, jakoś te nutki poleciały, jakoś kilka stron powstało i zacząłem tą moją kolejną symfonię. Postanowiłem ją nazwać zresztą Symfonią Wielkanocną, jako związaną właśnie z tymi dniami, ale to jest tylko tyle związane z osobą Papieża, że zacząłem ją właśnie w tym czasie. Zresztą uważam, że nasz Papież mówił tyle o pracy, porządnej pracy, że ja myślę, że Jego można najbardziej uczcić nie tym, że Mu się poświęci powiedzmy mszę czy psalm czy jakieś takie dzieło o zewnętrznych niejako oznakach pobożności, ale po prostu napisanie porządnego, dobrego utworu. W tej chwili przyszło mi do głowy, że Papież słuchając mojej „Missa pro pace”, słuchał w takim skupieniu, z pochyloną głową opartą o ręce, słuchał Kyrie z mojej mszy, a potem kiedy się rozległa Gloria, która ma takie pewne nuty jakby góralskie, widziałem jak twarz Mu się rozpromieniła, jak jakoś nagle jakby zaczął słuchać z większą uwagą, widziałem, że to Mu sprawiło wielką przyjemność, takie wspomnienie tej góralszczyzny i tak sobie w tej chwili myślę, że być może dla Papieża ważniejszym utworem, który sprawiał Mu większą przyjemność byłaby na przykład moja „Orawa” czy „Krzesany” niż ta msza, która tylko niejako formalnie jest taka kościelna, więc czcijmy Go dobrą pracą, każdy na swoim odcinku jaki może. Ja też będę się starał na tym odcinku mojej pracy kompozytorskiej. Być może na pewno napiszę jeszcze niejedno dzieło typu religijnego, ale równie dobrze czci się Boga i pamięć Ojca Świętego po prostu pisząc rzeczy uczciwe, dobre, szczere i takie od siebie bardzo właśnie intymne i jednocześnie dobrze napisane. Zewnętrzność, tytuł, to niekoniecznie świadczy o tym, że dzieło jest jakby z góry takie pobożne. Pobożne jest wszystko co jest dobre, wszystko co jest czyste, co jest piękne. A.K. A z muzyki filmowej, którą Pan stworzył, którą sobie Pan najbardziej ceni, z jakiego filmu? W.K. Trudno mi powiedzieć. Tak prawdę mówiąc z tej całej muzyki filmowej, z tych nie wiem – ze stu godzin albo i więcej - to w gruncie rzeczy ja najbardziej jestem zadowolony, że przy okazji „Pana Tadeusza” napisałem tego poloneza, który się przyjął jako jeden z takich polskich polonezów orkiestrowych, których po prostu nie mamy. Zawsze było właściwie dziwne, że taki polonez orkiestrowy, typu takiego poloneza triumfalnego, takiego zadzieżystego, to był właściwie polonez Czajkowskiego z „Eugeniusza Oniegina”, bo my mamy właściwie tego cudownego, ale lirycznego – to arcydzieło Ogińskiego „Pożegnanie Ojczyzny”. Ja nie mówię o polonezach Chopina – to nie są polonezy, to są poematy, to są eposy, to są gigantyczne symfonie fortepianowe, ale z takich polonezów użytkowych, to ja najbardziej właśnie cieszę się, że udał mi się ten polonez, że on zdobył jakąś taką popularność, że nie tylko w Polsce gdzieś tam, tylko w okolicznych gdzieś od wschodu graniczących z nami krajach, rozpoczyna studniówki i jakoś tak wszedł, tak jak to o czym marzył Mickiewicz, żeby te „księgi zbłądziły pod strzechę”, że ten polonez też „zbłądził pod strzechę”, więc ja tak myślę pod tym kątem. Jeszcze potem jest takich parę utworków, które weszły, tam gdzie śpiewana jest wokaliza z filmu Romana Polańskiego „Dziewiąte wrota” – ma już kilka nagrań nagranych przez różne śpiewaczki. Walc z „Ziemi obiecanej” Wajdy, ale jakby ten polonez to ma takie specjalne znaczenie, bo jak mówię w cudzysłowiu „uzupełnił bolesną lukę w polskiej literaturze polonezowej”. A.K. Uwielbia Pan góry i górskie wędrówki. Jaki jest Pana ulubiony tatrzański szlak? W.K. To jest Przełęcz pod Chłopkiem, chociaż mam jeszcze wiele innych typowo spacerowych szlaków. A.K. Dziękuję bardzo za rozmowę. W.K. Dziękuję.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo inowroclaw.info.pl




Reklama