Poniżej prezentujemy 4 część dziejów bembergowców z Inowrocławia.
Fragment 4 – Obóz męski – In der Fleute 143 a - c.d. Kiedy nadszedł czas posiłku, opadły resztki złudzeń. Poczuliśmy po ilości, jakości i smaku, że naprawdę jesteśmy u Niemców w obozie pracy przymusowej. Na zakończenie pierwszego dnia pełnego wrażeń spędzono nas do jadalni, gdzie miał wystąpić nowy lagerführer. Był to czterdziestoparoletni mężczyzna, niskiego wzrostu, paradujący w mundurze wysokiego funkcjonariusza organizacji „Arbeitsdinst”. Znak szczególny – rozbity nos, prawdopodobnie kuflem od piwa. Od pierwszego dnia przylgnęło do niego przezwisko „ruhe” (spokój), dlatego też zapewne nikt nie pamięta jego nazwiska. Lgerführer „Ruhe” odznaczał się tym, że lubił do przesady wygłaszać tasiemcowe przemówienia, wzorując się przy tym często w swojej mimice i gestach na Führerze. Podczas wystąpienia lagerführera Bruno Płoszyński, chłopisko o atletycznej budowie i sile, uniósł go jak piórko i postawił na stole, żeby wszyscy mogli widzieć. Ten gest bardzo mu się spodobał. W czasie wygłaszania następnych oracji, czy był trzeźwy, czy też pijany, co mu się często zdarzało, zawsze wchodził na stół, żeby wszyscy mogli go słyszeć i widzieć, jak również i on mógł wtedy obserwować reakcje słuchaczy. (...). Pewnego dnia „Ruhe” wieczorem wszedł na jadalnię, gdzie Florek Lemke koncertował przy akompaniamencie perkusisty Drążkowskiego (przyp. red. : chodzi tu o inowrocławianina Czesława Drążkowskiego). „Ruhe”, który był w anielskim nastroju, albo w pijanym widzie, odsunął Drążkowskiego i usiadł za dość wysokim bębnem. Wykonał kilka taktów próbnych, a następnie dał znak Florkowi, żeby rozpoczął grać. Na sali zapanowała cisza. Florek spojrzał po zebranych kolegach. Uśmiechnął się sam do siebie i z całą siłą w płucach zaczął grać... Warszawiankę. Ci, którzy siedzieli przy stołach podnieśli się i stali na baczność w milczeniu. Florek grał jak w transie. Melodia patriotycznej pieśńi płynęła daleko poza obóz. Na surowych twarzach Polaków zaczął przebijać się rumieniec nadziei zwycięstwa. Dzielnie akompaniował mu lagerführer „Ruhe”, który okazał się lepszym perkusistą jak członkiem NSDAP. Kiedy umilkły tony Warszawianki, zerwała się burza oklasków. Florek stał z zaczerwienionymi oczami, a lagerführer kłaniał się teatralnie wokół. Wreszcie podszedł do Florka, podziękował mu za wspaniałą grę i uścisnął mu rękę, co wywołało dodatkową owację na cześć wykonawców. Lagerführer bardzo zadowolony z siebie opuścił jadalnię, żegnany oklaskami. „Ruhe” niedługo zajmował to stanowisko. Wkrótce po tym koncercie został przeniesiony, a na jego miejsce przyszedł Van Oy. Były to jednak tylko chwilowe przebłyski radości w naszym ponurym życiu. Codzienna rzeczywistość była zupełnie inną. Wkrótce 5 fragment Przeczytaj fragment 3 Przeczytaj fragment 2 Przeczytaj fragment 1Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze