Reklama

Dzieje bembergowców z Inowrocławia cz. 7

Poniżej prezentujemy już 7 część dziejów bembergowców z Inowrocławia.

Fragment 7 – Gwiazdka 1940 r. W obozach Polaków – kobiecym i męskim rozpoczęły się przygotowania do wieczerzy wigilijnej (...). U Polek w małym heimie, na sali jadalnej odbyła się wspólna kolacja wigilijna. Skromna, ale za to rzęsiście okraszona łzami (...). Tego wieczoru i niebiosa sprzyjały biednym wygnańcom. Przyjemny mrozik i bezchmurne niebo jarzące się gwiazdami. Do późnych godzin wieczornych rozbrzmiewał po pokojach śpiew polskich kolęd. Pięć par małżeńskich urządziło wspólną kolację wigilijną. Małżonkowie w tym dniu otrzymali pozwolenie na przebywanie w pokojach ich żon do godziny 20. Podobny przebieg miała wigilia w obozie męskim. Skromna kolacja, w czasie której lagerführer złożył wszystkim życzenia świąteczne – Polacy przyjęli ją z zaciśniętymi ustami. Tu i ówdzie odezwały się siarczyste przekleństwa i złowieszcze pomruki. Podniosły i świąteczny nastrój wytworzył się dopiero, gdy obozowa orkiestra zagrała polskie kolędy. Rozległ się chóralny śpiew. Z niejednych oczu popłynęły łzy. Przy stołach potworzyły się większe i mniejsze grupki towarzyskie. Tu i ówdzie pojawiły się butelki wina i wódki (...). W pewnym momencie na salę jadalną zaczął dochodzić dźwięk blaszanych bębenków. To z sali sypialnej ruszył dziwny pochód kolędników. (...) Bili zawzięcie łyżkami w blaszane miski. (...). Wszyscy przerwali biesiadowanie, czując, że coś tam będzie (...). Janek Wachnik (przyp. red. – opiekun grupki widzewiaków z Łodzi) z poważną miną spojrzał na nich i wykrzyknął – no, na co czekacie, dalej – „Wróbelek” (Czesław Wróbel), a z nim pozostali jak na komendę rozpoczęli wojenne kuplety: Mucha płynie kraulem w zupie My Adolfa mamy w d..... Oj, dygu, dygu, da... Zaczęły płynąć kolejne zwrotki, a było ich z dwadzieścia i wszystkie w antyhitlerowskim sprośnym stylu. Jedni byli ubawieni, inni przestraszeni, a jeszcze inni oburzeni profanacją święta, ot jak to bywa wśród braci Polaków (...). Pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia na obczyźnie miał się wgryźć w pamięć Polaków na zawsze (...). Jeszcze nigdy mieszkańcy Langerfeldu nie widzieli tak długich i licznych dwóch kolumn polskich robotników. Jedna kobieca podążała z kierunku Oberbramen, druga – mężczyzn – z In der Fleute. Obie kolumny miały się spotkać pod wspólnym dachem katolickiego kościoła, po to żeby razem z niemiecką grupą wiernych wznosić modły do jednego Boga o rychłe zakończenie wojny i szczęśliwy powrót do ojczyzny. Jakże w tym dniu i miejscu świat był inny. Ludzie patrzyli na siebie życzliwie, ba nawet siedzieli w ławkach obok siebie. Wymieniali między sobą uśmiechnięte spojrzenia. Nikogo nie raziła obca narodowość i litera „P”. (...). Tego jednak co się miało stać nikt nie przewidział. Na zakończenie nabożeństwa organista zaintonował wspólną melodię dla dwóch pieśni: Boże coś Polskę i Serdeczna Matko. Wszyscy Polacy podchwycili słowa pieśni Boże cos Polskę. Dźwięk tej melodii zelektryzował wszystkich. W tej chwili byli to inni ludzie. Wszyscy powstali z miejsc. Potężny śpiew przeszło tysiąca wiernych chciał rozsadzić mury kościoła. (...) Nieliczni Niemcy, także stojąc przyglądali się nie tylko z zaciekawieniem, ale i z pewnym przejęciem, bo cóż to za siła jest w pieśni tej zaklęta? Płakali wszyscy, ale nikt nie wstydził się swoich łez.(...). Ten patriotyczny zryw kosztował życie dwóch Polaków, Leona Szadkowskiego z Inowrocławia, który dostarczył nuty niemieckiemu organiście i Mirosława Pietrzaka z Łodzi. Mirosław Pietrzak opisał przebieg świąt swojemu koledze Stanisławowi Maciejewskiemu, który w tym czasie przebywał na urlopie w Inowrocławiu. Ten znów, w czasie towarzyskiego spotkania opowiedział w jaki sposób Polacy świętowali Boże narodzenie. Nie wiedział, że wśród znajomych był też konfident gestapo. Donos wystarczył, że zarówno L.Szadkowski, jak i M. Pietrzak zostali skazani na pobyt w koncentracyjnym obozie do końca wojny. Mirosław Pietrzak wytrzymał półtora roku, Leon Szadkowski w kilka miesięcy później podciął sobie żyły u rąk. Został wprawdzie uratowany, ale po wojnie nikt już go nie widział. Najprawdopodobniej podzielił los M.Pietrzaka. Wkrótce 8 fragment Przeczytaj fragment 6 Przeczytaj fragment 5 Przeczytaj fragment 4 Przeczytaj fragment 3 Przeczytaj fragment 2 Przeczytaj fragment 1

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo inowroclaw.info.pl




Reklama