Reklama

Dzieje bembergowców z Inowrocławia cz. 8

Po dłuższej przerwie powracamy do cyklu "Dzieje bembergowców". Poniżej prezentujemy 8 część.

Fragment 8 – Chrzest bombowy Pierwsze błyskawiczne zwycięstwa Niemców nie zachwiały naszej wiary. Rozpoczęły się dyskusje polityczne i ideologiczne. Wiadomo, że jedna ze stron musi zwyciężyć. Tylko co będzie lepsze dla Polski, faszyzm czy komunizm. Hitlerowcy napadli na Polskę, ale bolszewicy zadali nam cios w plecy. Ożywione dyskusje zostały raptownie przerwane, kiedy w końcu sierpnia niespodziewanie założono nam dodatkowe siatki na okna, które wychodziły na lotnisko. Jedyna droga ewakuacji w razie bombardowania została odcięta. (...). Jednocześnie zaczęto zwozić i składować przed oknami dużych wymiarów betonowe bloki. (...) W odległości może 10 m. od okien naszej piwnicznej sypialni, a z górą 12 m. od mojego łóżka, ukryte w cieniu fabrycznego muru i zabezpieczone po bokach żelbetowymi blokami o wysokości trzech metrów stały wysmukłe sylwetki samolotów. Polacy ze spokojem obserwowali dokonujące się w szybkim tempie zmiany. Jedynie w rozmowach coraz częściej można było usłyszeć słowa – bomby, nalot, bombardowanie. (...) Aż wreszcie... było to w marcu 1942 r. . Dokładnie nie pamiętam, może w ostatni dzień zimy albo pierwszy dzień wiosny. W czasie silnej wichury i w strugach deszczu, tuż przed godziną 23 rozpoczął się nalot. Nikt z Polaków nie traktował tego poważnie. Każdy uważał, że był to „nalot nękający”, którego celem było głównie przerywanie nocnej pracy i odpoczynku.(...) W pewnym momencie nastąpiły silne wybuchy w niedalekiej odległości od obozu. Początkowo wydawało się, że lotnisko zostało zabezpieczone dodatkowo baterią artylerii przeciwlotniczej. Toteż kiedy po następnej serii wybuchów po drugiej stronie lotniska (w prostej linii ok. 600 m.) otworzyły się z trzaskiem wszystkie okna w naszej piwnicznej sypialni, a w niebo strzeliła ognista łuna, nikt już nie miał wątpliwości. Znaleźliśmy się w zasięgu bombardowania. Z jednej strony nawałnica ognia szybkostrzelnych dział artylerii przeciwlotniczej, z drugiej zaś, seryjne, ciężkie detonacje bomb. Zrozumieliśmy, że bomby są przeznaczone na nasz obiekt, tylko dlaczego padają na Schwelm. O tym w tej chwili nie było czasu myśleć. Każdy, jeżeli myślał, to tylko o ratowaniu własnego życia. Znaleźliśmy się w pułapce. Okna zakratowane i wzmocnione siatką, zamykały drogę ewakuacyjną. Pozostały tylko jedne drzwi wyjściowe, które teraz ramionami były wspierane przez Niemca – portiera i Polaka – robotnika. Wyglądali jak dwóch strudzonych wędrowców na progu wieczności. Niektórzy trzymali walizki, a nawet pośpiesznie pakowali tobołki – cały swój dobytek. Byli i tacy, którzy spokojnie pokładli się na łóżka i czekali na swój koniec. Jedynie Klemens Borowiec z Łodzi ze szczotką w ręku chodził od okna do okna i zamykał je po każdej kolejnej serii wybuchów. Mimo okazywanego spokoju i on wewnętrznie musiał być zdenerwowany do granic wytrzymałości. Ten dobrze ułożony pan, u którego nikt dotychczas nie słyszał wulgarnego słowa, przy każdym zamykanym oknie powtarzał: „o kura stara, ale napieprzają”. Nareszcie koniec nalotu. Trwał około pół godziny, a myśmy myśleli, że to już wieczność. (...). Szczęściem dla nas było to, że lotnicy pomylili się. Może nie tyle pomylili się, ile straszliwa wichura zniosła ich samoloty z trasy, a niski pułap chmur utrudniał nawigację. Wszystko jedno co, tym razem bombardowanie przeżyliśmy bez ofiar.(...) W takich to okolicznościach wiosną 1942 roku nastąpiła przeprowadzka obozu na Ehenberg. Przeczytaj poprzednie części

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo inowroclaw.info.pl




Reklama