Reklama

ABYŚ Z BIBLIOTEKI KORZYSTAĆ MUSIAŁ!

Nie chciałbym agitować kogokolwiek do rzucania klątw pod adresem bliźniego i daleko mam do zwyczaju nagminnego posługiwania się przekleństwami w codziennym życiu, jednakże mam dość nietypową prośbę, aby do przebogatej gamy nieparlamentarnych zaklęć rzucanych każdego dnia z ust milionów, dopisać jeszcze jedno, to, które nasunęło się mi przy okazji trwania jesiennej akcji czytelniczej "Uwalnianie książek"

Jesień to z pewnością najmniej lubiana pośród pór roku. Kojarzona zwykle z ciężkimi szaroburymi chmurami zasmucającymi świat po horyzont, z rwącym zimnym północnym wiatrem i ze smagającym po twarzy deszczem i pierwszym mokrym śniegiem, a coraz rzadziej "niestety" z długimi wieczorami, dającymi wachlarz możliwości zajęcia się tymi sprawami, na które zwykle wiosną czy latem po prostu nie mamy czasu, bądź nam go szkoda. I nie musi to wcale być wieczór jak z baśni czy babcinych opowieści; nie ma już przecież zwyczaju siadania w kole i darcia pierza czy łuskania do ogromnej balii kukurydzy (wcale nie namawiam Was do próby przywrócenia go), coraz mniej drucianych robótek, mniej dymu z pykanych fajek i coraz cichsze, by nie powiedzieć niesłyszalne już, bajanie, a i do sąsiada bez potrzeby czy uroczystego zaproszenia też specjalnie nie ma po co zaglądać - no chyba, żeby zobaczyć czy nowy telewizor bądź pralka kupiona parę dni temu faktycznie nie ma sobie równych. A książka? Właśnie, czy książka, jakiegokolwiek kroju bądź lotu, może nam taki wieczór zagospodarować? Albo: czy w ogóle jest jeszcze taka potrzeba? Czy potrafimy przenieść się, za pomocą tych kilku czy kilkunastu stronic, w inny, wymyślony w końcu dla naszych wyższych potrzeb, świat. A może zgubiliśmy ten sens? Jakie nastały czasy każdy sam doświadczył na swojej skórze. Dla jednych lepsze, dla większości gorsze. Gorsze - ogólnie mówiąc - finansowo. I małe to pocieszenie, że żyjemy w ciekawych czasach, bo w czasach przemian. Trudno jest stworzyć sobie, choćby za pomocą książki, pogodny wieczorny nastrój w domu, w którym piec zimny, lodówka pusta i jeszcze sto innych problemów wali do niego nieszczelnymi oknami i spaczonymi drzwiami. Gorsze finansowo - to widać, o tym wszyscy mówią. Ale czy tylko pod tym kątem są to czasy gorsze? Czy nie kulejemy też w naszym wnętrzu? Czy nie wyrażamy opinii nad podziw często, że nasze wewnętrzne braki można uzupełnić kupionym za ciężkie (a jednak!) pieniądze biletem na występ gwiazdy krajowego formatu, na kinową prezentację lektury szkolnej, której dwadzieścia lat temu nie przeczytaliśmy dlatego, że cały czas wierzyliśmy, że film będzie lepszy, czy też, w krytycznej ostateczności "brzydko mówiąc" posłużyć się miłą panią z telewizji, a ona już wie najlepiej czego nasza dusza pragnie. Tak, to też jest potrzebne - nie wątpię, czapki z głów, i nawet nie bardzo chcę kogoś namawiać do tego, by bilet wstępu na znany zespół zamienił na bilet autobusowy do wsi Marcinki, bo tam za lasem, od dwóch dni trwają wieczorne występy tysięcy gęsi zbierających się do odlotu... Ale może warto. Może warto, chociażby wracając z zakupów, zatrzymać się przed wejściem do biblioteki. I nawet nie po to, by po wejściu do środka skorzystać z jej usług, ale po to, by sprawdzić, czy przypadkiem ta biblioteka, o której pisano w gazecie jakieś dziesięć lat temu, że została zamknięta, nie jest tą naszą zza rogu ulicy. No ale dajmy na to, mamy szczęście jest czynna i na dodatek nic się nie zmieniła przez te całe piętnaście lat, gdy jakoś nie było nam tu po drodze... A gdy już tak staniemy przed drzwiami jak przed wejściem do obcego kościoła, to może warto by sobie w pamięci zanotować godziny ich otwarcia, np. wtorek 9:00. Kto wie, pewnie kiedyś tak się zdarzy, że... będziemy żyli długo i szczęśliwie!

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo inowroclaw.info.pl




Reklama