Reklama

Uczcili 70. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego

Punktualnie o godz. 17.00 na Skwerze Sybiraków, pod obeliskiem upamiętniającym żołnierzy Armii Krajowej, odbyła się manifestacja patriotyczna upamiętniająca 69. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego.

W rocznicowej uroczystości wzięli udział przedstawiciele władz samorządowych, wojska, organizacji kombatanckich, żołnierze AK, poczty sztandarowe, delegacje instytucji i stowarzyszeń. Obecna była kompania honorowa Garnizonu Inowrocław i orkiestra dęta Inowrocławskich Kopalń Soli „Solino" SA. Manifestację rozpoczął dźwięk syren miejskich. Odczytany został apel pamięci, a modlitwę za poległych Powstańców poprowadził dziekan inowrocławski ks. prałat Leszek Kaczmarek. Przypomniano także wydarzenia sprzed 70 lat. Pod obeliskiem zapłonęły znicze i złożone zostały wiązanki kwiatów. W uroczystości uczestniczyła ostatnia żyjąca obecnie w Inowrocławiu uczestniczka tamtych wydarzeń podporucznik Barbara Sosińska ps. „Nina”, żołnierz Zgrupowania „Parasol” - Oddziału Specjalnego Komendy Głównej Armii Krajowej — Szarych Szeregów. Ze względu na stan zdrowia, po raz pierwszy na doroczne spotkanie, nie przybył pan Wacław Szewieliński, Prezes inowrocławskiego koła Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, który prosi o przekazanie słów serdecznej wdzięczności wszystkim organizatorom i uczestnikom dzisiejszej manifestacji. Przypomnijmy, że kapitan Wacław Szewieliński - ps. „Zawisza” był żołnierzem oddziału „Kmicica” 5. Brygady Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej. Jest on inicjatorem inowrocławskich spotkań w tym miejscu dla uczczenia Powstania Warszawskiego. Poniżej przemówienie Wacława Szewielińskiego odczytane podczas uroczystości. Minęło już 70 lat od zapoczątkowania niesamowitej udręki, katuszy fizycznych i moralnych, w których okrutny narodu. My, żołnierze AK, nie bacząc na bestialstwa wroga, areszty, rozstrzeliwania, wywózki staraliśmy się, by naród nasz nie tylko nie nagiął karku, nie tylko trwał w oporze, ale rozpoczął bohaterski marsz naprzód. Każdy rok wojny przy¬nosił nam nowe cierpienia, wyciskał łzy, toczył krew mordo¬wanych bojowników Wolności i Niepodległości, a pomimo to witaliśmy rozpoczęcie każdego następnego roku z nadzieją i wiarą w ostateczny tryumf prawdy i sprawiedliwości. Na ołtarzu wolności złożyliśmy młodość, a potem zamiast należnego uznania, zostaliśmy zepchnięci na krańce istnienia, karmieni obelgami i fałszem. Groźbami, zastraszeniem i przemocą znaczono nasze drogi. Zacierano fakty, tworzono mit o niebycie i nieistnieniu Polski Podziemnej i Armii Krajowej. Podołaliśmy jednak temu wichrowi targa¬jącemu Polską jak łupiną na fali oceanu zła. To zło udało się częściowo złagodzić prawdą. Może do końca życia uda nam się pozbierać rozsypane iskierki miłości do ziemi ojczystej, jej dziejów i ofiarnych bohaterów i scalić je w jeden płomień narodowej jedności. Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy... - wsłuchaj się bracie i siostro w tę pieśń, tyle razy słyszaną. Pieśń, co wyraża wolę Narodu, jego ducha, aspiracje i piękno. Także przekonanie o potrzebie trwania przy wartościach wypracowanych w szkole Ojczyzny i Matki. Słowa „Mazurka Dąbrowskiego” znaczą tyle, że my, dzieci Narodu Polskiego, zachowamy z pokolenia na pokolenie wiarę ojców, kulturę i ojczysty język. Sami będziemy decydować o naszym losie, budować jutro Ojczyzny w zgodzie z tym, co polskie, nasze, co o wiarę i Krzyż wsparte. Wsłuchajmy się w głos polskiej nadziei. Otwartym sercem przyjmujemy deklarację, że nie można zbudować nowoczesnej Polski bez odwołania się do patriotyzmu, chrześcijańskich korzeni naszej cywilizacji i umiłowania wartości. Opisując dzisiaj te wszystkie wydarzenia, patrzę na nie przez pryzmat własnych przeżyć, z prawie siedemdzie¬sięcioletniego dystansu. Gdy skazywano żołnierzy AK na śmierć lub długoletnie więzienie, nie było żadnych względów, żadnej litości (O reedukacji w żadnym sensie nie było mowy). Chodziło o to, by zniszczyć życie lub przynajmniej zdrowie młodych Polaków. I były to działania masowe. Przywołuję często sposób zachowania się tych skazańców w obliczu śmierci. Zachowanie hartu ducha, niezłomnej wiary w Boga i w Polskę wolną i naprawdę demokratyczną. Miałem osobiście dużo szczęścia i tylko dzięki temu przeżyłem, wychodząc w końcu z tego piekła po ośmiu miesiącach pobytu w więzieniu, późną jesienią 1946 roku. Starałem się nie poddawać złemu losowi, być spokojnym. Tylko niekiedy potworne przeżycia wracały jak zły sen. Na zakończenie podaję moją dewizę: Polsko, Ojczyzno miła! Bez względu no to, czy okażesz się matką czy macochą, służyć Ci będę. A jeżeli przyjdzie taka chwila, że zażądasz życia mego, przyniosę Ci je w ofierze, gotowy na wszystko. Tak mi dopomóż Bóg.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo inowroclaw.info.pl




Reklama