Kibice inowrocławskiej Noteci podczas wczorajszego meczu ze Śląskiem Wrocław, transmitowanego przez TVP3 Wrocław wyprawili… pogrzeb swojej drużyny. Na tekturze, z której zrobili nagrobek napisali „Tu leży Noteć ofiara nieudolnego zarządu 1956-2006”.
Na „grobie”, ustawili także znicze oraz ułożyli szaliki klubowe. To już koniec Noteci. Niestety nie ma żadnych szans na lepsze jutro. Nic się nie zmieni. Cezary Rydlichowski i Marcin Wnuk zniszczyli nam ukochany klub – powiedział jeden z zrozpaczonych kibiców. Każdy kto mieszka w Inowrocławiu doskonale wie, że panu Rydlichowskiemu nikt nie da pieniędzy. Naprawdę sporo firm chciałoby wejść w klub, ale nikt nie jest głupi i nie da swoich pieniędzy nie mając nad nimi żadnej kontroli – dodał. To prawda. W samym Inowrocławiu i w regionie jest naprawdę sporo dużych firm, które inwestują w sport. Zakłady chemiczne „Ciech” wolą zainwestować w 3-ligowych piłkarzy Unii Janikowo niż w klub z ekstraklasy koszykówki. Huta szkła „Irena” jest jednym ze sponsorów Noteci, ale są to małe kwoty. Prawie milion złotych „Irena” wolała wydać na grupę kolarską. II-ligowych koszykarzy Harmatanu Gniewkowo sponsoruje „Viando”. Jest to duży zakład mięsny z Radojewic koło Inowrocławia. Z Notecią nawet nie chcieli rozmawiać. Jeszcze rok temu głośno mówiło się o zainteresowaniu Notecią przez właściciela sieci sklepów PoloMarket (również z Kujaw). Firma chciała wtedy wykupić 50% akcji klubu, ale warunkiem było wprowadzenie własnego księgowego. Władze klubu podobno na to się nie zgodziły. Podobno dlatego, że jak twierdzą takiej propozycji nie było. To nieprawda. Było dość poważne zainteresowanie ze strony Polo Marketu, doszło nawet do kilku spotkań między klubem a firmą, ale jak widać coś stanęło na przeszkodzie – powiedział nam anonimowo jeden z byłych współpracowników klubu. Teraz PoloMarket sponsoruje sport młodzieżowy. Jedna z inowrocławskich szkół, która jest wspierana przez tę firmę zdobyła wicemistrzostwo Polski w koszykówce szkół podstawowych. W zeszłym roku Noteć wygrała sprawę sądową z warszawską firmą Arcus, która była sponsorem klubu przez kilka miesięcy sezonu 2003/2004. Arcus nie wywiązał się z umowy i wyrokiem sądu musi oddać 500 tys. złotych. Tych pieniędzy mimo wyroku Noteć zapewne nigdy nawet nie zobaczy. Dlaczego? Jak się nieoficjalnie mówi jeden z członków rodziny wiceprezesa Rydlichowskiego robi poważne interesy z Arcusem. I gdyby ta firma miała oddać pieniądze należne Noteci zrobiłaby to w taki sposób, że kwotę musiałaby spłacić ta osoba. Wczoraj inowrocławianie ponieśli 23 porażkę w lidze i są jedynym zespołem w Polsce na centralnym szczeblu rozgrywek (od PLK do II ligi) bez zwycięstwa. Ostatnio podczas meczu 22 kolejki we Włocławku doszło do komicznej sytuacji. Miejscowy Anwil użyczył Noteci własnego masażysty, a każdemu zawodnikowi dał komplet odżywek. Nie jest jednak prawdą to, że Anwil zaprosił ich na kolację lub zapłacił za przejazd. Koszykarze Noteci kolacje mogli zjeść w inowrocławskiej restauracji McDonald’s. Każdy z zawodników dostał do wydania… 20 złotych. Czy już naprawdę nie ma szans na uratowanie Noteci? Niedawno do klubu przyszło pismo z firmy prowadzącej działalność w zakresie fuzji i przejęć. Chciałaby się ona podjąć znalezienia inwestora dla inowrocławskiego bankruta. Nie wiadomo jednak czy znajdzie się chętny na mocno zadłużony klub, a także czy ta propozycja zostanie w ogóle przez zarząd Noteci przyjęta.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze