Wystarczy udać się na spotkanie któregoś z zarządów osiedli (polecam prężnie działający zarząd osiedla Mątwy), by przekonać się z jak wieloma problemami boryka się nasze miasto. Podobnie jak w skali kraju, tak i u nas – zamiast rozwiązań proponuje się „politykę dywanową”.
Na czym polega „polityka dywanowa”?
W wielu domach dywan kładło się na środku pokoju, jako ozdobę wnętrza. Dziś dywany są już niemodne (przepraszam z góry tych, którzy jeszcze dywany posiadają – proszę nie czuć do mnie urazy za tą figurę retoryczną), przebrzmiał okres ich świetności, jednak dawniej… dywan to było coś! Dywan pełnił tez funkcję praktyczną – uznawano, że wystarczy go odkurzyć, a na licznych wzorach w wielu kolorach nie było widać brudu. Dywan mógł przykryć też niezbyt ładną podłogę, ruchome klapki parkietu…. No, generalnie, gdy coś było nie tak to kładło się dywan i po kłopocie.
W skali lokalnej i krajowej wygląda to całkiem podobnie, ale jakby… wielowarstwowo. Otóż serwuje się ludziom różne dziwne, niepotrzebne i nieprzydatne im rzeczy, z których nie zwiększa się ich stan posiadania, nie wzrasta poczucie zadowolenia, nie następuje zmiana na lepsze. Jest to akt kupienia kolejnego dywanu, który nakłada się na dywany wcześniejsze – trochę poplamione, z mnóstwem drobnoustrojów w drobnym włosiu.
Dwa przykłady „dywanów”.
Przykład krajowy:
Problem: Nierozwiązane problemy rynku pracy, który dotyczył w dużej mierze kobiet
Rozwiązanie: dywan „500+”
Przykład lokalny:
Problem: niewygodni obywatele z różnymi propozycjami, naruszającymi dobre samopoczucie władzy
Rozwiązanie: dywan z troli piszących dobrze o władzy, a źle o aktywnych ludziach.
Takich dywanów można by mnożyć na potęgę, jednak warto też zdawać sobie sprawę z tego, że każde mieszkanie, nawet największe ma sufit, powyżej którego kolejnego dywanu się nie wetknie. Tak samo ludzie mają granice swojej tolerancji.
Czas wytrzepać, a może wyrzucić!
Wśród posiadaczy dywanów panował zwyczaj, że chociaż raz do roku dywan lądował na trzepaku. Wtedy można było pozbyć się wszystkiego, co w tym dywanie zdążyło się zagnieździć. Kolejne spotkania z mieszkańcami są próbami trzepania dywanu. Na razie to wygląda tak, że wyciąga się jeden dywan, zapominając o tych wcześniejszych, dużo bardziej brudnych i wymagających dużo więcej wysiłku, a zaśmiecających cały dom.
Jednak sądząc po ostatnich sprawach, które poruszali społecznicy z Inowrocławia wydaje się, że strona społeczna zrobiła wszystko co w jej mocy, by być traktowana poważnie! Tym samym może nie wystarczyć do dialogu z mieszkańcami jedna szmatka na kurze. Chyba trzeba wielu ludzi, wiele trzepaków i wiele wysiłku, by posprzątać nasz wspólny dom – Inowrocław! Warto mieć tego świadomość!
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Dobre i daje dużo do myślenia!
Dobre i daje dużo do myślenia!