Reklama

Akcja "Roszada"

Nauczycielka z inowrocławskiego liceum nieoczekiwanie awansowała do kuratorium na naczelnika wydziału. Dzięki temu córka pani kurator została szkolnym pedagogiem.

Kurator Iwona Stanek przewodziła wcześniej inowrocławskiej Radzie Miasta oraz ZNP. Kiedy w marcu ubiegłego roku obejmowała stanowisko, oświadczyła podwładnym, że jako związkowiec nie zamierza ich stresować groźbą zwolnień. Obietnicę złamała już po kilku tygodniach: odwołała dyrektora wydziału szkół ponadgimnazjalnych, a na jego miejsce sprowadziła z Inowrocławia zastępcę naczelnika wydziału oświaty starostwa Grzegorza Roszaka. Chociaż ten nie był wtedy dyplomowanym nauczycielem, a jedynie mianowanym, dostał 115 proc. dodatku i pensję wyższą od poprzednika, a już po niespełna dwóch miesiącach pracy - nagrodę. Przywilej szefa Nominacja wywołała wiele krytycznych komentarzy wśród pracowników kuratorium. Głównie dlatego, że tylko w wyjątkowych sytuacjach praktykuje się tuż przed maturami zmianę szefa wydziału, który odpowiada za ich przygotowanie. A nowy dyrektor przejął swoje obowiązki 1 maja. Wieść gminna głosiła, że Roszak długo nie zagrzeje tego fotela, pani kurator od początku przymierzała go bowiem na swego zastępcę. Te plany pokrzyżował jednak sprzeciw wojewody. Ostatecznie wicekuratorem został Marian Lewalski, dyrektor kuratoryjnego wydziału przedszkoli, szkół podstawowych i gimnazjów. Powstał problem, bo zajmowaną przez Roszaka posadę obiecano już wcześniej wieloletniemu wizytatorowi kuratorium, Ryszardowi Rowińskiemu. Przeniesiono więc Roszaka na dyrektorskie stanowisko zwolnione przez nowego wicekuratora Lewalskiego. Inowrocławski desant Po tych zmianach pani kurator oświadczyła publicznie, że więcej już żadnych rewolucji kadrowych nie będzie. Ale w maju i czerwcu znów posypały się zwolnienia: od sprzątaczek, po wizytatorów, i nie tylko. - Musiałam szukać oszczędności i ze względów ekonomicznych odchudzić kadry w granicach do 10 proc. - tłumaczy Stanek. Właśnie wtedy na kuratoryjnych korytarzach urodziło się, kursujące do dziś określenie "inowrocławski desant". Kurator przyjęła m.in. nowego radcę prawnego, który wcześniej obsługiwał inowrocławskie starostwo. Jego poprzednik mieszkał we Włocławku i tam głównie urzędował. Gdy kurator zaproponowała mu stałe dojazdy do Bydgoszczy, odmówił. Nowy mieszka w stolicy województwa. Zatrudniono też młodego absolwenta prawa administracyjnego z podinowrocławskiej Kruszwicy. Zdumienie wywołała jednak dymisja dyrektora wydziału kształcenia specjalnego i profilaktyki. W kuratorium miał opinię jednego z najbardziej kompetentnych pracowników, który przetrwał na tym stanowisku kolejnych kuratorów z różnych politycznych opcji. Był tu od niepamiętnych lat, awansując od szeregowego wizytatora. Kurator tłumaczy powody tej decyzji tak: - Myślę, że jak ktoś przez zasiedzenie pracuje tyle lat, to nie bardzo chce wdrażać nowe rzeczy. Uznałam, że trzeba tu kogoś, kto wniesie coś nowego. Chcemy wychodzić z szeroką ofertą do młodzieży, szkół, samorządów. Poza tym w nowej strukturze kuratorium ten wydział otrzymał wiele nowych, ważnych zadań - wyjaśnia Stanek. Mówi, że proponowała odwołanemu równie ważne stanowisko pełnomocnika d.s. współpracy z samorządami i tą samą pensję, ale odmówił. Jest teraz zwykłym wizytatorem. Trzeba wam pedagoga Jeszcze większe kontrowersje wywołała osoba następczyni dyrektora. Janina Burchardt była dotychczas szkolnym pedagogiem w inowrocławskim liceum. Wcześniej nie przepracowała ani godziny jako wizytator, nie miała też żadnych doświadczeń w administracji, czy na stanowiskach kierowniczych. Na starcie otrzymała od razu 80 proc. dodatku więcej niż poprzednik. Pani kurator uważa, że ta nominacja jest "jednym z jej najlepszych posunięć kadrowych". Nowa dyrektor ma "wizję funkcjonowania tego wydziału", za jej rządów stał się on jednym z najbardziej prężnych w kuratorium. Wśród nowych zadań tego zespołu jest m.in. integracja z Unią, a dyrektor ma duże doświadczenia, bo w liceum prowadziła Klub Europejczyka, który miał poważne osiągnięcia. Pracownicy kuratorium mają jednak odmienne opinie. Nie kryją, że pani dyrektor ma bardzo blade pojęcie o swojej nowej pracy, o wszystko się pyta, a wiele rzeczy trzeba jej dyplomatycznie podpowiadać. - Początki na nowym stanowisku zawsze są takie, że korzystamy z doświadczeń osób, które już dłużej pracują - usprawiedliwia podwładną Iwona Stanek. Obie panie często chodzą razem do bufetu na posiłek, razem też dojeżdżają z Inowrocławia, najchętniej autem - wspólnie z dyrektorem Roszakiem. Pedagogiczne roszady Odejście Burchardt zapoczątkowało całą serię ruchów kadrowych w inowrocławskim szkolnictwie. Najpierw na zwolnione przez nią miejsce w liceum zatrudniono pedagoga pracującego dotychczas w Szkole Podstawowej nr 11. Jest to jedna z większych inowrocławskich placówek, gdzie potrzebny jest doświadczony specjalista. Miejskie władze oświatowe przypomniały sobie, że w znacznie mniejszej Szkole Podstawowej nr 3 pedagogiem jest córka dyrektor Burchardt. Przyjęto więc ją do "jedenastki". A zwolniona w ten sposób posada w "trójce" dostała się córce pani kurator. Nie obyło się bez komplikacji. Córka pani Stanek pracowała wcześniej w podlegającym inowrocławskiemu starostwu Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie. Przed objęciem stanowiska szkolnego pedagoga, co nastąpiło 1 października ub. roku, ukończyła licencjat na pedagogice ze specjalnością "praca socjalna" i kontynuowała zaocznie pedagogiczne studia magisterskie. Zapytaliśmy wieloletniego wicedyrektora wydziału oświaty Urzędu Miasta w Bydgoszczy, Tadeusza Urbańskiego, jakie kwalifikacje potrzebne są na stanowisku szkolnego pedagoga? Otóż magisterskie wykształcenie pedagogiczno-opiekuńcze i odpowiednia praktyka. Ale w szkołach podstawowych można przymknąć oko i zadowolić się samym dyplomem. Tylko w wyjątkowych sytuacjach, gdy w okolicy brakuje specjalistów, praktykuje się zatrudnienie osoby z niepełnym pedagogicznym wykształceniem, z obowiązkiem jego uzupełnienia. Decyzję zawsze podejmuje wyłącznie kurator. Taką możliwość wykorzystano też przy zatrudnieniu córki pani Stanek. Decyzję podjęła jednak nie kurator, ale jej zastępca, Marian Lewalski. Trafiła się oferta -Czy były jakieś naciski w tej sprawie? - pytam ówczesną naczelnik inowrocławskiego wydziału oświaty, Małgorzatę Makowiecką. - Zatrudniają dyrektorzy szkół, tam proszę pytać - usłyszałem. Dyrektor "trójki", Wiesława Przeździęk twierdzi, że nie było chętnych, czas naglił, bo trwał już rok szkolny, więc kiedy trafiła się oferta córki pani kurator, bez namysłu z niej skorzystała. Podkreśla, że pedagog jest tu bardzo potrzebny, bo w szkole jest dużo młodzieży z "bardzo trudnych środowisk". Formalnie wśród inowrocławskich nauczycieli nie ma większego bezrobocia. Ale w większości szkół są duże przerosty kadrowe, brakuje nadgodzin i teoretycznie nie powinno brakować kandydatów na wolne posady. Dlaczego się nie zgłosili, nie wiadomo. - Ponieważ jestem osobą publiczną, nigdy nie narażałabym swego dziecka na stres, a tym bardziej dyrektora szkoły na dwuznaczne sytuacje i nieprzyjemności. Decyzję w tej sprawie podejmował wyłącznie wicekurator Lewalski, gdyby zdecydował się nie uznać kwalifikacji, moja córka dalej pracowałaby w PCPR - stwierdza kurator Stanek. Dariusz Knapik

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo inowroclaw.info.pl




Reklama