Reklama

Wywiad z Miodragiem Gajiciem - szkoleniowcem Sportino

- Szczerze mówiąc, to my nie mamy doświadczonego zawodnika na pozycji numer jeden. My mamy dobrych koszykarzy, perspektywicznych i utalentowanych, ale niestety dojrzałego nie mamy. A taki dojrzewa w około 27 roku życia. - przyznaje Miodrag Gajić, szkoleniowiec ISS Sportino Inowrocław.

Paweł Szatkowski: Jakby pan ocenił postawę drużyny i przebieg gry w ostatnim, wygranym spotkaniu? Miodrag Gajić: Była co prawda relacja w radiu, ale uważam, że to jest największym problemem – brak informacji co się dzieje w klubie na co dzień. Do kibica te prawdziwe informacje nie dochodzą. Myślę, że powinno być ich więcej, na temat bieżącej sytuacji w zespole. Nie wiem czy przez gazety, w każdym razie jakoś to trzeba zrobić. Nikt na przykład nie wiedział, że mieliśmy problem z zatruciem zawodników. Trzech zawodników nie było zdolnych do gry. Jednym z nich był Robert Małecki, któremu spuchła twarz. Okazało się, że ma problem z zębem. W piątek po treningu nie czuł się dobrze, ale powiedział, że będzie grał. W trakcie podróży bardzo spuchła mu twarz. Proponowałem, żeby wrócił, ale on nie chciał. Pojechał z nami na mecz, ale było coraz gorzej. Na miejscu dostał antybiotyk. Czy zwycięstwo po dwóch dogrywkach cieszy, bo zespół pokazał hart ducha, czy raczej zawodnicy zaprezentowali się poniżej oczekiwań w starciu z przeciętnym rywalem? Na pewno gratuluje każdemu zawodnikowi dobrej postawy i determinacji. Męczyliśmy się, ale pod tym względem, że warunki do gry nie były dobre. Parkiet był jak wykładzina. To nie jest usprawiedliwienie, ale piłka inaczej się odbija na takiej nawierzchni. Mamy dużo strat w każdym meczu, co jest dużym problemem. Tam, na tej wykładzinie, piłka szybko się odbija i nawet najlepsi nasi rozgrywający mieli z tym problemy. Drugim problemem jest to, że ten zespół nie jest jeszcze zgrany. Doszło dwóch nowych zawodników… Dlaczego akurat tych graczy pan wybrał? Czy ja wybrałem … ? Miałem inną wersję, ale musiałem dostosować się do tego, co chciał zarząd. Nie mam nic przeciwko tym zawodnikom. Moją propozycją na początku był Piechucki. Potwierdził on swoje umiejętności w każdym dotychczasowym meczu, także i ostatnim. Zagrał bardzo dobre spotkanie, choć naszym najlepszym graczem w tej potyczce był zdecydowanie Łukasz Żytko. Spędził wiele czasu na parkiecie, a to trzeba wszystko wytrzymać, grając na wysokim poziomie. Wiele zastrzeżeń pada co mecz w prasie i nie tylko na temat gry wysokich zawodników. Jakby ocenił pan ich postawę? Ja bym powiedział troszkę inaczej. To oczywiste, że wysoki nie może grać jak mały. On musi dostać piłkę. Jeżeli wysoki zawodnik nie ma kontaktu z piłką, trudno o jego dobrą postawę na parkiecie. On musi mieć ten kontakt! Na trzy podania na obwodzie, jedno musi dotrzeć pod kosz. Jeżeli takiego balansu nie ma, to oni nie będą uczestniczyć w grze w ogóle. Inną sprawą jest psychologia wysokiego. Nie otrzyma podania i machnie ręką, a potem nie masz zawodnika… O to wszystko powinien dbać rozgrywający. Obecnie nie jestem w fazie, w której mam uczyć grać rozgrywających, jak mają wykonywać taktykę. Nie mam na to czasu. Powinni wiedzieć, że jak jest wysoki wynik, powinien podawać jak najwięcej, bo będzie potrzebna dobra postawa wysokiego w kolejnym meczu, a nie dołować i dołować, a potem go w ogóle nie masz w meczu. Szczerze mówiąc, to my nie mamy doświadczonego zawodnika na pozycji numer jeden. My mamy dobrych koszykarzy, perspektywicznych i utalentowanych, ale niestety dojrzałego nie mamy. A taki dojrzewa w około 27 roku życia. Tak to obecnie wygląda. Wszystko będę starał się w najbliższym czasie zbalansować. Nad czym najwięcej musi pan obecnie pracować? Przede wszystkim nad tym, żeby zespół się zgrał. Wysocy zawodnicy dostają coraz więcej piłek, udaje mi się powoli to założenie realizować. Kładę na to cały czas nacisk na treningach. Drugą sprawą jest duża ilość strat. W ostatnim meczu wygraliśmy walkę na tablicach, zobaczymy czy ta dobra postawa potwierdzi się w kolejnych meczach. Innym problemem jest skuteczny rzut za trzy punkty. Ostatnie dwa spotkania to właśnie nasza bolączka – rzut z dystansu. Jest pan znany z tego, że stawia pan wymagające warunki klubom. Czy jest pan zadowolony ze współpracy ze Sportino? Wszędzie są problemy. Na pewno cieszy to, że koszykarze otrzymują wynagrodzenie w 100% na czas. Poza tym nie jestem kompetentną osobą do tego, by oceniać pracę klubu. Na pewno zawsze chcę, żeby wszystko było lepsze. Jak skomentuje pan sytuację w Lublinie? To była pomyłka! Nic więcej. Tak jest taka sytuacja, że jest to półzawodowy klub. Obiecywano mi, że będzie walka o awans. Doszedłem do wniosku, że co ja tam robie, skoro jedyny byłem tam zawodowcem. Reszta pracuje i trenuje koszykówkę. W prasie pojawiają się informacje, że klub prowadzi rozmowy z trenerem Krutikovem. Czy nie obawia się pan o swoją posadę i nerwowe ruchy zarządu? Faktycznie, dowiedziałem się o tym od niektórych zawodników, że tak podaje prasa. Ja nie czytam gazet. Wszystko jest możliwe … Paweł Szatkowski [email protected]

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo inowroclaw.info.pl




Reklama