Sportino we własnej hali pokonało GKS Tychy różnicą 6 punktów. Było to piąte z rzędu zwycięstwo podopiecznych Aleksandra Krutikowa.
Sportino Inowrocław – GKS Tychy 73:67 (22:15, 25:20, 13:20, 13:12) Sportino: Lichodzijewski 23 (1), Żurawski 14, Jakóbczyk 13 (2), Kus 9 (2), Piotrkiewicz 6 (2), Sulowski 3, Mowlik 3 (1), Żytko 2, Grod 0, Wierzbicki 0 GKS: Witos 24 (5), Markowicz 15, Olczak 11 (2), Hałas 10 (1), Kijanowski 5, Kwiatkowski 2 Pierwsze punkty zdobył niezawodny Sulowski rzutem z dystansu, a po kolejnej akcji Lichodzijewskiego było 5:0. Jednak w kolejnych akcjach goście zdobyli cztery punkty. W kolejnych akcjach Sportino przyspieszyło grę, przechwycili kilka piłek i po czterech minutach było 13:4. W następnych dwóch minutach oba zespoły grały nieskutecznie. Po ośmiu minutach było 20:10. Ostatecznie pierwsza kwarta kończy się wynikiem 22:15 na korzyść gospodarzy. W drugiej kwarcie pierwsze punkty zdobyli gospodarze za sprawą Żurawskiego jednak goście odpowiedzieli również celną akcją. W kolejnych minutach meczu inowrocławianie podkręcili tempo zdobywając kilka punktów z rzędu i po czterech minutach tej kwarty na tablicy widniał wynik 32:19. W tym momencie gospodarze mieli już popełnione cztery faule a goście żadnego. Goście grali ambitnie, próbowali gonić wynik jednak Sportino grało dobrze w obronie i cały czas utrzymywali około dziesięciopunktową przewagę. Po pierwszej połowie gospodarze prowadzili 47:35. W drugiej połowie pierwsze punkty zdobyli goście (Markowski) a na dodatek Lichodzijewski faulował. Na szczęście gracz GKS-u nie trafił rzutu wolnego. Sportino początek tej kwarty zagrało nieskutecznie. Pomimo słabej gry gospodarzy po czterech minutach Sportino nadal prowadziło różnicą dziesięciu punktów (53:43). W zespole gości bardzo skuteczny był Witos, który zdobył kilka trójek. Sportino grało chaotycznie. Słabszy mecz rozgrywał Żytko. Na cztery minuty przed zakończeniem tej kwarty czwarty faul popełnił Lichodzijewski. Goście gonili wynik głównie za sprawą celnych rzutów z dystansu Witosa i po trzech kwartach było tylko 60:55. Początek ostatniej kwarty to dwa celne rzuty wolne gości (60:57). Mowlik nie trafia z dystansu a niezawodny Witos trafia kolejną trójkę i doprowadza do remisu (60:60). W kolejnej akcji Sportino ponownie nie zdobywa punktów. Po dwóch minutach nadal jest remis. Koszykarze Sportino uparcie rzucają z dystansu bez efektów. Nie mogą trafić Mowlik, Piotrkiewicz oraz Sulowski. Kosz gości „odczarowuje” Lichodzijewski, który wyprowadza swój zespół na prowadzenie (62:60). Goście w swojej akcji popełniają stratę a Lichodzijewski w kontrze zdobywa punkty. Na sześć minut przed końcem spotkania gospodarze prowadzą 64:60. od tego momentu goście całkowicie się pogubi. Kolejne cztery punkty zdobył Lichodzijewski, który cały czas grał z czterema faulami na koncie. Na 3,5 minuty przed końcem spotkania gospodarze prowadzili 69:63. Po dwóch celnych rzutach wolnych Kijanowskiego na 1,5 minuty przed końcem spotkania było już tylko 71:67. Na minutę przed końcem w znakomitej sytuacji nie trafia Sulowski. Goście również nie trafiają i piłkę mają gospodarze, którzy nie dają sobie wydrzeć jakże cennego zwycięstwa. Wynik ustala Lichodzijewski dwoma celnymi rzutami wolnymi 73:67.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze