W środowe popołudnie Goplania Inowrocław na własnym terenie zainaugurowała sezon IV ligi piłki nożnej.
Goplania Inowrocław - Legia Chełmża 1:2 (1:1) Bramki: Kempski 13 - Stodolny 31, Preis 52, Tak słabej gry Goplanii, w meczu inaugurującym sezon w Inowrocławiu, na pewno nikt się nie spodziewał. Goście od początku spotkania chcieli nastawić się na grę z kontry, co można było zauważyć w pierwszych fragmentach spotkania. Z czasem zauważyli nieporadność gospodarzy i postanowili zaatakować. W 13 minucie zapędzonych legionistów skarcił Łukasz Kempski, który strzelił z ostrego kąta, tuż przy słupku. Z pewnością nie była to udana interwencja Dariusza Lampkowskiego. Wydawało się, że biało – niebiescy złapią wiatr w żagle i spokojnymi atakami będą powiększać przewagę. I tak też było do końca pierwszych 45 minut. Ich akcje były jednak mało konstruktywne i nie przynosiły spodziewanych efektów. Brakowało ostatniego podania, otwierającego drogę do bramki, bądź to wykończenia. Gapiostwo inowrocławian, w 31. minucie wykorzystał Damian Stodolny, który wykończył kontrę swojego zespołu. Bardzo dobrą okazję miał jeszcze Kornel Semenowicz, który ładnie zakręcił obrońcami, ale piłka po jego uderzeniu minimalnie minęła światło bramki. Semen wraca do dawnej formy Druga część meczu, dla podopiecznych Jerzego Mądrzejewskiegp, zaczęła się wręcz katastrofalnie. W 52. minucie podanie Wojtasia skrzętnie wykorzystał Dariusz Preis, który znalazł się sam na sam z Krzysztofem Łuczakiem. Jak się okazało Goplania straciła w tej akcji nie tylko gola, ale i bramkarza. Wychodzącemu z interwencją Łuczakowi ugrzęzła noga w wyłożonej pod bramką trawie, ciało poszło na tyle do przodu, że przeciążyło nogę. Diagnoza okazała się bolesna – skręcone kolano. Na murawie z konieczności pojawił się Zbigniew Baranowski. Nie miał jednak wiele okazji do wykazania się. Gospodarze ruszyli ostro do ataku. Na ich nieszczęście doskonale dysponowani byli tego dnia środkowi defensorzy Legii. Radosław Gęsicki i Marcin Wojciechowski skutecznie „czyścili” przedpole. Dużo ożywienia do gry wzniósł Marcin Skonieczka, nie mogący grać od pierwszych minut z powodu kontuzji. Skonieczka i Semenowicz to jednak okazało się za mało na drużynę Jerzego Smolarza i faworyzowanym inowrocławianom przyszło przełknąć gorzką pigułkę. Do udanych tego meczu na pewno też nie zaliczą sędziowie z Lipna. Mimo, iż nie wypatrzyli oni końcowego wyniku to ich decyzje nie zawsze były do końca zrozumiałe. Można było odczuć od ich poczynań presję. Życzymy arbitrom, na przyszłość, poszerzenia swojej wiedzy na temat przepisów, więcej opanowania i wiary w swoje umiejętności.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze