- Nie możemy spuszczać głowy w dół, bo znów przegraliśmy. Trzeba walczyć dalej, nie oglądać się za siebie – mówi meczu z Anwilem skrzydłowy Sportino Inowrocław Paweł Storożyński.
Mateusz Stępień: Przegraliście z Anwilem, ale patrząc na to, jak zaprezentowaliście w tym spotkaniu, a jak w poprzednich, kibice w Inowrocławiu mogą mieć podstawy do optymizmu. Paweł Storożyński: Tak, zgadza się. Mimo porażki, pozytywnie musimy na to patrzeć, bo zaprezentowaliśmy się dobrze. Nie możemy spuszczać głowy w dół, bo znów nie udało nam się wygrać, trzeba walczyć dalej. Musimy pracować nad tymi elementami, które w niedzielę u nas szwankowały. Ciężka praca zawsze przynosi efekt. Nie zapominajmy też, że Anwil to znakomita drużyna, blisko jej do poziomu, jaki jest w Eurolidze. Był to pierwszy mecz, w którym poprowadził was Aleksander Krutikow. Była w was dodatkowa motywacja, chęć pokazania się nowemu szkoleniowcowi z dobrej strony? - Wiadomo, każdy z nas ciężko pracuje, bowiem każdy chce grać. Jesteśmy jednak w takiej sytuacji, że nie możemy patrzeć na to indywidualnie, a jako cały zespół. Razem musimy przez to wszystko przechodzić. W całym spotkaniu z Anwilem nie trafiliście trzynastu rzutów wolnych, w tym aż dziewięciu w samej tylko drugiej kwarcie. Tych punktów zabrakło do nawiązania walki w końcówce, a może i nawet do zwycięstwa? - Te nasze osobiste to porażka. Kto wie, jak dalej potoczyłaby się ta rywalizacja, gdybyśmy je trafiali. Ważne było też wejście w trzecią kwartę. Z naszej strony akurat było ono bardzo złe. Pierwsze cztery minuty tej odsłony przegraliście 0:10, a z kolei pierwsze pięć minut czwartej kwarty – 1:10. - Już same te liczby pokazują, że nie było dobrze. Ja bym zatrzymał się jednak przy tej trzeciej kwarcie. Znaczenie miał bowiem jej początek. Bo po wyrównanej pierwszej połowie, po której prowadziliśmy (35:34 – przyp.red), potem albo nadal gralibyśmy z Anwilem kosz za kosz i walczylibyśmy do końca o wygraną, albo on by nam odjechał z wynikiem. Niestety dla nas, ale stało się to drugie. Włocławianie to doświadczony zespół. Po przerwie dobrze i szybko wypracowywali sobie pozycje, potem z nich trafiali. Wykorzystywali również popełniane przez nas błędy w obronie. Później zabrakło czasu? - Myślę, że tak. Może się powtórzę, ale powiem, że Anwil ma w swoich szeregach doświadczonych, ogranych koszykarzy. I gdy mecz jest wyrównany, przewagę dziesięciu punktów, bo taką głównie miał nad nami w drugiej połowie, nie oddaje w łatwy sposób. Wiedział, że grając tak konsekwentnie, dowiezie to zwycięstwo do końca. Graliście też mniej zespołowo, niż wasi rywale. - No tak, oni w łatwiejszy sposób szukali siebie na otwartych pozycjach, no i robili to częściej niż my. Ta drużyna jest ze sobą dobrze zgrana, potwierdziła to wypracowując sobie te pozycje, z których rzucała dużo łatwych punktów. My musimy próbować dojść do takiego poziomu, jaki prezentują włocławianie. Zgodzi się pan z twierdzeniem, że mimo porażki, mecz z Anwilem był jednym z lepszych waszych występów w obecnych rozgrywkach? - Na pewno było lepiej. Choć nie zmienia to faktu, że aby osiągnąć cel, czyli utrzymanie w lidze, musimy jeszcze włożyć sporo pracy. Ja osobiście tez nie pokazałem wszystkich swoich możliwości. Wiem na co mnie stać, i wiem, że mogę grać dużo lepiej. Kibice Sportino mogą się spodziewać niespodzianki w waszym wykonaniu już w piątek, w zaległym meczu z Energą Czarnymi Słupsk? Czy jeszcze za wcześnie na tego typu przewidywania? - Nie jestem wróżką, która powie, czy wygramy, czy nie. I nie chciałbym, a nawet nie lubię prognozować, jaki będzie wynik, jak się zaprezentujemy. Wiem natomiast, że dużo nauki przed nami, na treningach staramy się ćwiczyć styl gry, jaki panuje w ekstraklasie. Musimy zagrać lepiej i naprawić to, co nie wychodziło nam z Anwilem. Rozmawiał Mateusz StępieńChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze