Już po raz ósmy Ośrodek Sportu i Rekreacji w Inowrocławiu zaprosił mieszkańców Inowrocławia do wzięcia udziału w Sportowym Dyktandzie, które odbyło się 9 lutego br. w Hali Widowiskowo - Sportowej w Inowrocławiu.
O sportowym charakterze tego dyktanda, oprócz miejsca, świadczyła także jego treść. Autorką tegorocznego dyktanda była polonistka Eliza Oliwkowska. Odczytał go natomiast także polonista Łukasz Oliwkowski. W tegorocznej edycji wzięło udział 50 osób (w ubiegłym roku było ich 93). Dla najlepszych uczestników ufundowane zostały atrakcyjne nagrody, m.in kino domowe oraz DVD. Poniżej prezentujemy tekst, z którym muieli się zmierzyć uczestnicy dyktanda. Sport to zdrowie! Cóżby o sporcie nie powiedzieć, z pewnością poprawia ogólną kondycję organizmu, toteż sprzyja człowiekowi. Biorąc pod uwagę realia funkcjonowania homo sapiens w rzeczywistości miejskiej, łatwo można skonstatować: sport jest niezbędnym elementem istnienia. Dlaczego? Ponieważ sport to zdrowie, ale czy tylko? Spieszę wyjaśniać skąd pojawiła się wątpliwość. Mój urzekający kolega, prawdziwy showmen, spotkał pewną nieprzeciętnie interesującą sportsmenkę. Jako, że sowizdrzał pragnął zrobić wrażenie na nowo poznanej, poszedł va banque i przedstawił się jako wicemistrz Polski w windsurfingu. Tak zachachmęcił, że słodkie tete-a-tete zaowocowało planem wyprawy na wspólne ślizganie po falach. I tu pojawił się problem. Mój zadurzony po uszy w uroczej insruktorce fitness przyjaciel, owszem lubi sport, ale Eurosport. Jak zahipnotyzowany obserwuje turnieje spinningowe. Towarzysząc mu w oglądaniu, musiałam nieźle się nagimnastykować, żeby wytrwać do końca zawodów łososiowo-trociowych. Po tej wyczerpujšcej rozgrzewce należało wziąć się do pracy jeszcze cięższej, mianowicie do treningu. Umówiliśmy się na siłowni. Po ponad półgodzinnym oczekiwaniu dostałam wiadomość: "Przepraszam. Musiałem się zaaprowidować w deskę i żagiel. Dostałem za półdarmo. Superhit. Super przecena. Przełóżmy trening na jutro." Jutro. W porządku, ale wyjazd z miedzianowłosą hurysą tuż, tuż. Następnego dnia, co prawda nieco spóźniony, bo musiał gwiazdor show-biznesu (albo show biznesu) załatwić interesy, przybył. Nie w smak było mu prosić kogokolwiek o instruktaż, więc zaczął ćwiczyć sam, superman (tak zaleca słownik porawnej polszczyzny). Po kilku minutach niby-aktywności na ministepperze całe pomieszczenie wypełniły odgłosy harczenia, hurgotania i zaharowania. Nieśmiało doradziłam odpoczynek, ale moja propozycja została odrzucona i zhańbiony obelgą miłośnik sportu honorowo udał się do następnego przyrządu. Skapitulowałam. On z kolei niepohamowany, ujarzmiał hybrydyczne urządzenie treningowe. Nagle, na twarzy sportsmena dostrzegłam nerwowy spazm. Chwycił się za kostkę i nie bacząc na otoczenie, wygłosił tromtadrację na temat miejsca, w którym się znajdował. Standard. Wyrzucą nas z hukiem. Znienacka dostrzegłam zbliżającego się do nas stochastycznego macho, który na pewno rach-ciach rozprawi się z humorzastymi huncwotami. Struchlałam. Jak się okazało niepotrzebnie. Ów chwacki jegomość bardzo nam pomógł. Od razu ujął w prawicę sino nakrapianą stopę cierpiącego i postawił diagnozę: uszkodzenie ścięgna Achillesa. Unieruchomił kończynę, zlecił USG i RTG kości piętowej. Okazało się, że mieliśmy szczęście spotkać dr [dra] n. med. [konieczny skrót], konsultanta w zakresie ortopedii i traumatologii sportowej. Przydatna znajomość dla takiego quasi-sportowca jak mój przyjaciel. Ale ważna jest również profilaktyka. Każdy, komu zależy na zdrowiu, nawet jeśli ma duże sportowe doświadczenie, powinien korzystać z porad specjalisty. W czasie aktywności ruchowej układ kostno-szkieletowy narażony jest na bezpośredni stres mechaniczny przez nadmierne obciążenie. Często powtarzające się mikroprzerwania włókien ścięgnistych, podlegające samonaprawie poprzez wytwarzanie bezładnej fibroblastycznej blizny, zmieniają elastyczność ścięgna, co może prowadzić do trwałego urazu. Chodzi o to, by nie dopuszczać do takiej sytuacji. Międzynarodowa Federacja Medycyny Sportowej bezustannie walczy o przestrzeganie praw pacjenta-sportowca. To żadne widzimisię, że chcemy, aby każdy, kto tego potrzebuje, był należycie dignozowany, leczony, a także poddawany odpowiedniej profilaktyce - mówi prof. dr hab. [konieczny skrót] Melchior Nosal. Zwykłe skręcenie, czy kłopoty z łąkotką, każdy uraz, nawet na pozór błahy stanowi dla nas wyzwanie. Przewlekłe, szkodliwe przeciążenia stawów to również niewyleczone skręcenia. Coraz częściej łączy się te zmiany z reakcjami układu immunologicznego. Od niedawna w Polsce stosuje się profilaktykę antyhomotoksyczną. Stosowanie takiej terapii powinno być wśród lekarzy sportowych i osób mających wpływ na treningi obowiązkiem. Mój kolega pomyślnie przeszedł leczenie, ale miejsce ryżej piękności zajęła cierpiśca na hirsutyzm pielęgniarka. Oczywiście nie pojechał surfować (albo serfować) na wybrzeże, udał się do sanatorium. Skonsultowany z bioterapeutą dochodzi do zdrowia. Jego zgruchotane ego odrodziło się jak Feniks z popiołów po odwiedzinach długonogiej rehabilitantki. Nie jest już żądny przygód. Zrezygnował ze sportów ekstremalnych, ale nadal uważa, że sport to zdrowie. Tym bardziej, że terapeuta zalecił codzienne ćwiczenia jako najlepszą walkę z chronicznym bólem pourazowym.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze