Reklama

Doyle Brunson: Od parkietu aż po stół

Zmiażdżona noga zakończyła karierę koszykarską młodego teksańczyka Doyle"a Brunsona, tym samym będąc jednak początkiem błyskotliwej kariery w pokerze zawodowym, co doskonale oddaje przydomek "ojca chrzestego" tej dyscypliny.

W sierpniu br. Brunson, zwany także Texas Dolly, ukończy 82 lata. Jedyne, co nie zmieniło się przez ten czas, to kowbojski kapelusz weterana, przenikliwy wzrok i dogłębna znajomość ukochanej dyscypliny. Brunson ze względu na wiek i stan zdrowia nie udziela się już w turniejach na żywo zbyt często, ale jego status wśród współczesnych graczy jest niepodważalny, o czym świadczą wciąż aktualne podręczniki pokerowe jego autorstwa i bogaty dorobek finansowy po latach gry. Zapewne gdyby ktoś zaoferował młodemu Brunsonowi zakład, że będzie gigantem pokera, to raczej popukałby się w czoło. Urodzony w hrabstwie Fisher w Teksasie młodzieniec miał wówczas w głowie karierę sportową, a jego zamierzenia miały solidną podstawę. Zaczęło się od tego, że Longworth, gdzie Brunson się wychowywał, leżało na uboczu, w związku z czym załatwianie sprawunków w okolicznych miejscowościach wiązało się częstymi podróżami. Brunson pokonywał te odległości biegając, co poskutkowało po pewnym czasie wspaniałą formą. Jego pasją była koszykówka, to właśnie w tej dyscyplinie widział on swoją przyszłość, jako nastolatek występując już w teksańskiej reprezentacji All-State. Chcąc pozostać w najwyższej formie, Brunson ćwiczył także biegi na czas, za namową trenera w wieku 17 lat biorąc udział w zawodach Texas Interscholastic Track Meet (1950), gdzie wygrał w konkurencji biegu milowego. Po ukończeniu szkoły, otrzymał wiele ofert stypendiów na znanych uczelniach, zamiast tego wybierając lokalny uniwersytet w Abilene, chcąc pozostać w kontakcie z mieszkającą w Longworth rodziną. Stale grając w koszykówkę osiągnął tak wysoki poziom, że zainteresowanie zaczął wyrażać nim występujący w powstałej trzy lata wcześniej lidze NBA klub Minneapolis Lakers, obecnie Los Angeles Lakers. Być może Brunson stałby się w ciągu następnych lat gwiazdą Lakersów, ale jego decyzja o pozostaniu w Teksasie niejako doprowadziła do kluczowego w jego życiu zdarzenia. Podejmując letnią pracę, Brunson pracował w zakładzie kamieniarskim, rozładowując ciężarówki. Pewnego dnia ciężki ładunek niespodziewanie obsunął się na niego, miażdżąc mu nogę. Skutkiem było skomplikowane złamanie, a leczenie i rehabilitacja pochłonęły w sumie dwa lata. Nawet po zdjęciu szyn Brunson utykał, co ostatecznie przekreśliło jego dalszą karierę sportową. Młodzieniec mógł wówczas czuć się załamany, ale on jeszcze w czasie leczenia odganiał od siebie pesymistyczne myśli innym zajęciem. W trakcie długiej rehabilitacji Brunson grywał w pokera, wcześniej kilkakrotnie grając zresztą dla zabawy w pięciokartowca. Leżąc z nogą w szynach jego gra zaczęła jednak nabierać poważnych kształtów, do tego stopnia, że wygrane pieniężne pomogły mu opłacić leczenie. Było to o tyle ważne, że w Stanach Zjednoczonych do dzisiaj nie na powszechnej opieki medycznej. Kończąc rehabilitację bez długów, Brunson następnie ukończył szkołę, zyskując dyplom z zarządzania edukacją. Jego pierwszą pracą była sprzedaż sprzętów biurowych, ale posady nie utrzymał zbyt długo. Nie to, żeby się nie sprawdzał, ale po prostu bardziej powodziło mu się w pokerze. W trakcie pierwszego dnia pracy, został zaproszony przez kolegów do wspólnej partyjki. W czasie trzygodzinnej rozgrywki zgarnął sumę równą kilkutygodniowej wypłacie, po pewnym czasie biorąc się za pokera zawodowo. Jak to zawsze bywa, początki kariery nie są łatwe, a w tamtych czasach poker w dużej mierze przypominał ten znany z westernów. Turnieje rozgrywane w spelunach, a przy stole często siadywały różne typy spod ciemnej gwiazdy. Brunson po wielu latach opowiadał, jak kilkakrotnie wycelowano w niego z broni, a do tego o licznych pobiciach, kiedy reguły gry nie sprzyjały najważniejszym osobom przy stole. W takich warunkach młody pokerzysta zdobywał doświadczenie, grając w Teksasie, Oklahomie i Luizjanie. W tamtych latach współpracował z Amarillo Slimem i Sailorem Robertsem, dzieląc się zarobionymi pieniędzmi. Trio po pewnym czasie zdecydowało się spróbować szczęścia w Las Vegas, ale ich pierwsza wyprawa zakończyła się klęską. Spłukani, postanowili działać w pojedynkę, nadal pozostając jednak w przyjacielskich stosunkach. Brunsonowi bardzo spodobało się w Las Vegas, a decyzja o pozostaniu miała duży wpływ na jego dalszą karierę. W roku 1970 Brunson został zaproszony przez właściciela kasyna Horseshoe Benny"ego Biniona do udziału w zorganizowanym przez niego turnieju World Series of Poker. Texas Dolly od tamtej pory nie opuścił turnieju ani razu, zgarniając w tym czasie 10 bransoletek mistrzowskich, w tym dwie w latach 1976-77 za wygranie turnieju głównego ($10,000 No Limit Hold"em World Championship). Wkład Brunsona w pokera to jednak nie tylko same wygrane, ale przede wszystkim nowatorski jak na tamte czasy pogląd na taktykę pokerową, który przekazał on w wydanej w 1978 roku książce Super/System. Nie licząc wydanej dwa lata wcześniej książki "Poker Hold"em" Davida Sklansky"ego, podręcznik Brunsona był pionierskim przedsięwzięciem. Pokerzysta zawarł w niej swoje osobiste przemyślenia nt. gry i taktyki, namawiając do współpracy kilku innych znanych graczy. Lata po wydaniu podręcznika Texas Dolly często żartował, że przez publikację "Super/System" stracił kupę kasy w postaci potencjalnych wygranych. Brunson wolał się jednak podzielić swoją wiedzą, okraszając ją także anegdotami. Jedną z takich śmiesznych opowieści z jego życia jest pochodeznie ksywki Texas Dolly. Wynikła ona z przekręcenia jego nazwiska przez zapowiadającego go słynnego bukmachera i komentatora Jimmy"ego Snydera, który chcąc powiedzieć "Texas Doyle", odczytał jego imię jako "Dolly". Wpadka wywołała śmiech, ale przezwisko przylgnęło do Brunsona na stałe. Innym określeniem weterana jest "Ojciech chrzestny pokera". Takie określenie jednego z najbardziej doświadczonych i zasłużonych graczy nie powinno dziwić, bowiem zainspirował on całe pokolenia młodych pokerzystów. Dla większości czytelników może się wydawać, że do odległa historia, ale w poszukiwaniu podobnych przykładów z własnego podwórka wcale nie trzeba się zanadto wysilać. Jeden z najlepszych polskich pokerzystów Marcin Horecki przebywa w pewnym sensie podobną drogę do Brunsona. Z początku świetnie zapowiadający się narciarz z miejscem w reprezentacji, uległ fatalnej kontuzji, która nie pozwoliła mu już na powrót do sportu wyczynowego. Znajdując sobie inne zajęcie, po pewnym czasie zamiast tego w pełni skupił się na pokerze, osiągając w nim spore sukcesy. Horecki prowadzi także działania na rzecz promocji pokera sportowego za pośrednictwem stowarzyszenia Wolny Poker, mając spory wpływ na losy dyscypliny w Polsce. Bez względu na rodzaj zainteresowania, każdy jest w stanie wykorzystać swój potencjał i wzbić się na wyżyny umiejętności. Jak w każdym przypadku, zawsze potrzebny jest upór w dążeniu do celu, ale starania te zostaną w końcu wynagrodzone. Sukcesy sportowców z innych dziedzin, takich jak Adam Małysz, Marcin Gortat czy Otylia Jędrzejczak i wpływ jaki wywarli na społeczeństwo są najlepszym tego dowodem.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo inowroclaw.info.pl




Reklama