Cuiavia Inowrocław na własnym stadionie przegrała z rezerwami Zawiszy Bydgoszcz 0:1.
Spotkanie stało na bardzo wysokim poziomie, a obie drużyny zaprezentowały kawał dobrego futbolu. Niestety, do poziomu zespołów nie dostosowała się trójka sędziowska z Torunia: Karol Kobędza (arbiter główny), Patryk Gryckiewicz (asystent) i Mateusz Śliwowski (asystent). Wymienieni arbitrzy skrzywdzili "Biało-Zielonych" i swoimi decyzjami mieli znaczący wpływ na końcowy wynik spotkania. Od początku mecz pomiędzy Cuiavią, a Zawiszą stał na bardzo wysokim poziomie. Obie drużyny grały odważnie i dynamicznie. W 25. minucie goście z Bydgoszczy mieli doskonałą sytuację do objęcia prowadzenia, jednak Arkadiusz Gajewski nie sięgnął piłki, mając przed sobą pustą bramkę. Mimo kontrataków inowrocławian, Zawisza pod koniec pierwszej połowy osiągnął widoczną przewagę, której jednak nie udokumentował trafieniem. Druga połowa rozpoczęła się znacznie lepiej dla Cuiavii. W 55. minucie świetnym strzałem z dystansu popisał się Sebastian Hulisz, jednak futbolówka minimalnie minęła bramkę. Niestety, w 61. minucie ciekawe i dynamiczne spotkanie zmieniło się w skandal, z głównym udziałem arbitrów. Zawisza ruszył z akcją, po którym dośrodkowano z prawej strony. Piłka minęła wszystkich piłkarzy i na około 10 metrze otrzymał ją piłkarz gości. Widzący całą sytuację Marcin Piesik ruszył w jego stronę, wychodząc z bramki. Piłkarz Zawiszy uderzył lekko, a stojący metr przed linią zawodnik wbił piłkę do pustej bramki. Jednak wszystkie osoby będące w chwili obecnej na stadionie widziały ewidentnego spalonego. Wszyscy, oprócz arbitra liniowego - Patryka Gryckiewicza. Pan sędzia zapomniał o istotnym przepisie, iż linię spalonego wyznacza przedostatni zawodnik w drużynie broniącej znajdujący się najbliżej bramki. W momencie strzału najbliższej Naszej bramki znajdował się obrońca Cuiavii, a tuż obok niego napastnik Zawiszy, stojący na drugim metrze. Marcin Piesik, tak jak napisaliśmy wyżej, wyszedł z bramki na około piąty metr i w tym momencie to on wyznaczał linię spalonego. Niestety, o tym jakże ważnym przepisie zapomniał zarówno arbiter liniowy, jak i główny i mimo, że bramka padła po strzale z najbliższej odległości zawodnika będącego na ewidentnym spalonym, obaj arbitrzy nie zareagowali i podjęli skandaliczną decyzję, uznając gola. Cała Nasza drużyna ruszyła do protestów, ale trójka sędziowska ani myślała o zmianie decyzji, a co gorsza, odesłała Naszego trenera na trybuny. Ta sytuacja całkowicie rozbiła Nasz zespół, który mimo dobrej postawy stracił gola w tak krzywdzący sposób. Inowrocławianie ruszyli do odrabiania strat, jednak świetnie w bramce gości spisywał się Damian Węglarz. W 88. minucie arbiter podjął kolejną kontrowersyjną decyzję i po niegroźnym faulu Krystiana Makowieckiego, ukarał go drugą żółtą kartką. W ostatnich sekundach meczów Łukasz Rybczyński w żołnierskich słowach powiedział sędziemu, co myśli o jego dzisiejszej postawie, za co również otrzymał czerwoną kartkę. Mimo porażki, Nasi piłkarze zaprezentowali się naprawdę dobrze. Zagrali ambitnie, z wolą walki i nie można mieć do nich pretensji za zły końcowy wynik. CUIAVIA INOWROCŁAW - ZAWISZA II BYDGOSZCZ 0:1 (0:0) Gajewski 61" Czerwone kartki: Makowiecki (88" - za dwie żółte), Rybczyński (90" - za dwie żółte) Skład Cuiavii: Piesik - Kempski, Jastrzembski, Kucharski, Kruszewski (Timm 84"), Hulisz, Rybczyński, Springer, Wiśniewski (Makowiecki 53"), Wach (Kłosowski 75"), Kruszczyński Następne spotkanie Cuiavia rozegra w środę - 26 sierpnia. W ramach 2 rundy Okręgowego Pucharu Polski, inowrocławianie udadzą się do Gniewkowa na mecz z miejscową Unią.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze